środa, 17 września 2008

DLA BYSTRZAKÓW

Marito mniej więcej po pół roku zauważył, że mam nowy breloczek.
- O, jaki fajny breloczek! Co tam jest?
- Dla bystrzaków.
- Co?
- DLA BYSTRZAKÓW!
- Co?!
- Nie dla ciebie.

czwartek, 11 września 2008

CIĘŻKIE PIÓRO

Wywaliłam się na leżaku, aby w ostatnich promieniach letniego słońca (och, och) doładować akumulatory.
Zaczęłam nawet lekko przysypiać i nawet coś fajnego zaczęło mi się śnić.
Uwielbiam tak.
...

Niestety.
Obudziło mnie jakieś pieprzone gołębie pióro, które centralnie wylądowało mi na czole!
W sumie dobrze, że to nie gówno.

środa, 10 września 2008

MÓWI SIĘ!

Tym razem Marito dzwoni i pyta co słychać.
- Wiesz... Zimno mi i źle, bardzo za tobą tęsknię i chciałabym, żebyś mnie teraz przytulił.
- No i co z tego, jak nic z tego?

poniedziałek, 8 września 2008

HANDEL NIE JEDNO MA IMIĘ

Marito wyjechał na parę dni.
Z powodu nagłego poczucia osamotnienia
zrobiłam rozpaczliwe zakupy w M1.
Zupełnie niepotrzebny zegar ścienny i dwie prawie identyczne bluzki.

Dzwonię zapytać co słychać i przy okazji przyznać się pokornie
do finansowego szaleństwa.
- Wiesz, kupiłam zegar i dwie bluzki... Właściwie nie wiem po co...
- Jak to po co? Zegar, żeby odliczać czas do powrotu ukochanego małżonka, a bluzki, żeby małżonek miał co zdejmować!

Kupiłam też zieloną herbatę "Miłosny uśmiech",
ale się nie przyznałam.
Dość tych świństw.
;-D

sobota, 6 września 2008

SŁOŃ A SPRAWA FIO

"Świat - to słowo zawsze kojarzy mi się z olbrzymią platformą ze wszystkich sił podtrzymywaną przez słonia i żółwia.
Żółw nie rozumie jaką funkcję pełni słoń, a słoń nie rozumie jaką funkcję pełni żółw, ani jeden zaś, ani drugi nie rozumieją świata"
/Haruki Murakami "Przygoda z owcą"/
Czy wobec powyższych rozważań moja lekka nadwaga ma jakiekolwiek znaczenie?...

czwartek, 4 września 2008

WYPALENIE ZAWODOWE

Kupiłam sobie mydło w płynie do pracy.
Dopiero dzisiaj przyjrzałam się nazwie.
"BALI ESCAPE"
Może to jakaś podpowiedź?

wtorek, 2 września 2008

KONIEC WAKACJI

Wraz z wakacjami skończyły mi się waciki, rabat do "Douglasa", kostka do spłuczki, bombardino i zapał do jakiejkolwiek pracy.

Bez puenty dzisiaj.

niedziela, 31 sierpnia 2008

IDZIE NOWE

Ida wyszła za mąż.
Mam ją w komórce pod starym nazwiskiem.
Zamiast zmienić na nowe, zmieniłam na IDYJOTKA.
Idiotycznie...
:-D

P.S.
Przy okazji 100 lat młodej parze :-)

piątek, 29 sierpnia 2008

SYNDROM DNIA NASTĘPNEGO

Po przeczytaniu wczorajszej notki Marito szaleje.
Wycina hołubce, recytuje wiersze, śpiewa z playbacku
i gra na mandolinie.

No przecież nie będę o tym pisać...

czwartek, 28 sierpnia 2008

PARCIE NA BLOG

Marito ma ochotę na budyń.
Na razie wyjął z szafki opakowanie i dramatycznym głosem czyta sposób przyrządzania.
Często robi budyń bez żadnych wygłupów,
dlatego dziwię się i pytam po co ten cyrk.
- A, bo dawno o mnie na blogu nie pisałaś...

niedziela, 24 sierpnia 2008

PRZEWODNIK OPEROWY


A w Oslo Fio poszła sobie na operę.
Można chodzić po dachu, więc żadna sztuka.
;)

czwartek, 21 sierpnia 2008

NIE MA JAK U MAMY

Mi ma jakieś niespokojne dni i upewnia się co do moich uczuć macierzyńskich.
- Mamo... czy ty mnie w ogóle kochasz?
- No oczywiście! Kocham cię od momentu kiedy pojawiłaś się na świecie.
- To znaczy od embriona??

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

WSZYSTKO OPRÓCZ KIESZENI

Robię generalny porządek w szafie.
Właśnie znalazłam spodnie, w których nie chodziłam od lat.
Gotowa na niekontrolowany potok wspomnień włożyłam ręce do kieszeni.
Przymknęłam oczy, wstrzymałam oddech, a tu... pusto.
Żadnego biletu, żadnego cukierka, żadnej obsmarkanej chusteczki, nic!
Pozostało mi kontemplować (o dziwo jeszcze intensywny) zapach dawno nie używanego proszku do prania i podziwiać sprawność producentów chemii gospodarczej z przełomu wieków.

Kurde.
Miało być romantycznie, a wyszła reklama "Dosi".

środa, 13 sierpnia 2008

BYĆ KOBIETĄ

W jakimś piśmie rzucił mi się w oczy tytuł
"DŁUGA PROSTA DROGA"
Czy jakikolwiek mężczyzna pomyślałby o sukience?

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

SMAK ZWYCIĘSTWA

Ostatnio trochę się z Marito popstrykaliśmy.
Nie, żeby od razu wojna, ale... no zdarza się.
Ponieważ mam trudności z wyciąganiem ręki na zgodę, postanowiłam zastosować zasadę konia trojańskiego,
w którego rolę tymczasowo wcielił się pieczony kurczak
w ziemniaczkach z rozmarynem.

Marito z marsową miną spożywa.
Staram się na niego nie patrzeć, żeby nie było,
że czekam na peany. Ale czekam, bo cholera dobrze gotuję!
Kątem oka widzę, że przestał spożywać i zaczął pożerać.
Nie podnosząc wzroku znad talerza, z pełnymi ustami mamrocze:
- Chyba podrę ten pozew.
- Jaki pozew?!
- O rozwód!