piątek, 23 listopada 2007

A всё таки жaль...

Не успеть, не допеть
Не догнать, не узнать, потеряться
Можно смеяться, не приземляться
Трудно понять
Легко догадаться
Kiedyś w takich stanach słuchałam Okudżawy.
Starzeję się, cholera.

klik

niedziela, 18 listopada 2007

TO BZYKANIE COŚ OZNACZA...

Do szału doprowadzają mnie wyskakujące reklamy.
Zwłaszcza te nawołująco-ryczące.
Ale przyznam, że dzisiaj jedna mnie rozbawiła.
Gigantyczna pszczoła zapytała zmysłowym barytonem zza monitora:
- Co robią pszczoły, gdy nikt nie patrzy?
- Hehehe -
zaśmiałam się z pierwszego skojarzenia i odruchowo wyłączyłam dźwięk.
A może chodziło o propolis?

sobota, 17 listopada 2007

FLOWER POWER

Widziałam kwitnącą forsycję.
Gdy ktoś będzie mi wmawiał, że mi się to śniło,
nie będę się upierać.

czwartek, 15 listopada 2007

JĘZYK PRZEKAZU

Ktoś mi się nagrał na sekretarkę na stacjonarny.
Dziesięć minut odgłosu kroków na chodniku.
Wsłuchuję się w rytm, starając się odgadnąć czyje to buty i czyje kroki. I czy to aby nie tajna wiadomość podana alfabetem Morse'a.
Spodobało mi się.
Zaczęłam sobie przypominać jakie buty mają moi znajomi, w jakim tempie chodzą, czy chcieli ostatnio pogadać, a ja nie miałam czasu i teraz szyfrem przekazują mi, że jestem świnia.

Biorę komórkę, żeby przejrzeć kontakty i zrobić rachunek sumienia.
I widzę, że znowu nie zablokowałam klawiatury. Sprawdzam listę rozmów.
Ostatnia - "DOM 10 minut" ...
Patrzę na moje buty. Bezczelnie pokazują mi język.

klik


WARTO


Kliknąć w obrazek.
Jak się spodoba, można dodać do ulubionych i wysłać znajomym.
Bo warto :-)

~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~

P.S.
Na specjalną prośbę Mirosława Neinerta :-)

poniedziałek, 12 listopada 2007

COŚ NA GŁOWĘ

Zima mnie zaskoczyła.
Muszę kupić sobie czapkę.
Po zmierzeniu piętnastej dochodzę do wniosku,
że na głowę pasuje mi tylko Panadol.

sobota, 10 listopada 2007

JAK WYGLĄDAM PRZEZ OKNO

Dorodna sroka usiadła mi na parapecie.
Popatrzyła na mnie przez szybę, przekrzywiła dziób, odwróciła się i poleciała.
Nawet nie zauważyła jak błyszczę!

Ptasi mózg.

piątek, 9 listopada 2007

PASMANTERYJNIE O ŻYCIU












(fot. Fio)
Czasem coś się podoba i trudno podać powód.
Dlatego nie będę pisać dlaczego akurat te szpulki.
Mogłabym się zaplątać, stracić wątek, albo niepotrzebnie snuć. Nie mam cierpliwości koronczarki.
Ciach!

No i nici z puenty.

wtorek, 6 listopada 2007

CINEMA PARADISO

Ostatnio coraz częściej zasypiam na filmach.
I nawet polubiłam moment, gdy budzę się na napisach końcowych i nie wiem o co chodzi.
Przecież to tylko projekcja.
;-)

The End.

klik

niedziela, 4 listopada 2007

PAN KREATOR

Marito poprawia roletę w oknie. Coś się chyba zacięło, bo nie da się wyprostować i cały czas jest krzywo. Widzę, że go to denerwuje, bo jest perfekcjonistą i ma awersję do kątów nieprostych.
W końcu, po kolejnej nieudanej próbie, lekko zirytowany oznajmia:

- Wziąłem poprawkę na ruch wirowy ziemi.

piątek, 2 listopada 2007

WARTO



Kliknąć w obrazek.
Jak się spodoba, można dodać do ulubionych i wysłać znajomym.
Bo warto :-)
~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~

KALENDARZOWE LATO

I już listopad.
Na kalendarzu niespodziewanie Ferrara.
Buchnęło latem, zapachniało kawą, zakwitło oleandrem, zaskrzypiało kawiarnianym krzesłem.
Polisensorycznie i melancholijnie się zrobiło.

Z ciekawości zaglądam na grudzień.
Zima w górach. Bez sensu.

(fot. Fio w Ferrarze ;-)

czwartek, 1 listopada 2007

[*]

Trafiłam na wirtualny cmentarz.
W pierwszej chwili myślałam, że to jakaś gra - typowy układ strony, grafika, muzyczka, nawet sklepik.
Z ciekawości kliknęłam na wejście.
Na wirtualnej liście zmarłych znalazłam realne nazwiska i realne życiorysy. Mogłabym nawet zamówić wirtualne kwiaty i postawić je na wirtualnym grobie realnego zmarłego. Wystarczy się zalogować.

Gdy opadły ze mnie emocje, postanowiłam podejść do sprawy realnie.
W wirtualnym słowniku poszukałam definicji słowa "wirtualny".
Znalazłam dwie.
wirtualny
1.
«stworzony w ludzkim umyśle, ale prawdopodobnie istniejący w rzeczywistości lub mogący zaistnieć»
2. «wykreowany na ekranie komputera, telewizora, ale tak realistyczny, że wydaje się rzeczywisty»
Nie mam zdania.

poniedziałek, 29 października 2007

O MAŁY WŁOS

Mam nową fryzurę. Inny kolor i inne cięcie. Wyglądam bardzo inaczej.
Marito nic nie wie.
Wracam do domu i stremowana dzwonię do drzwi.
Na wszelki wypadek uśmiecham się telewizyjnie.
Otwiera Marito.
- ?... [pytam wzrokiem]
- Żony nie ma. Poszła do fryzjera.

niedziela, 28 października 2007

CZAROWNICA

Jechałam kiedyś pociągiem z prawdziwą Czarownicą.
Wyglądała na pozór zwyczajnie. Elegancka starsza pani, szczupła, kapelusik z piórkiem, stara, wysłużona brązowa garsonka.
Gdy wyjęła z torebki okulary zauważyłam, że ma na dłoniach piękne, zupełnie nie pasujące do całości, koronkowe rękawiczki.
Zaczęła czytać gazetę. Właściwie tylko przeglądać, bo cały czas nerwowo patrzyła przez okno pytając, czy to już Kraków.
Pasażerowie cierpliwie odpowiadali, ale ona dalej czuła się niepewnie.

- „Bo wiecie państwo, ostatni raz jechałam pociągiem jakieś stoczterdzieścipieć lat temu!” – wyznała dowcipnie.

Przedział zarechotał, a ja zwróciłam uwagę na jej buty. Błękitne czółenka posypane brokatem. Zupełnie jak Zła Czarownica ze Wschodu z „Czarnoksiężnika z Oz”.
Nasze spojrzenia na ułamek sekundy się spotkały. Zasłoniła się gazetą. Ze środka wysunął się dodatek z gigantyczną reklamą Targów Ezoterycznych w Krakowie.

Poczułam dziwny ucisk w żołądku.

Fajna historyjka - pomyślałam śmiejąc się w duchu z własnej głupoty.
Przecież 145 lat temu nie było w Polsce kolei! – uspokoiłam się na wszelki wypadek.

Gdy przeciskałam się do wyjścia, rzuciła mi się w oczy wyblakła naklejka z napisem: „150 lat kolei na ziemiach polskich”.